środa, 19 grudnia 2012

Nowy Sącz-Kamionka Wielka-Kraków

Weekend spędziłam w okolicach Nowego Sącza - Kamionce Wielkiej gdzie pojechaliśmy razem z naszą ekipą kęcko-wielicką i jedną osobą ze Skawiny na XXI Nocny Bieg Mikołajkowy organizowany przez I Nowosądecką Drużynę Wędrowniczą "Czarna Jedynka". Piątek był jednym słowem - słaby. Zmartwiło mnie to dlatego, że organizowała ten bieg drużyna, która liczy ok. 30 osób? Jak nie więcej, robią to od wielu, wielu lat. Może to i lepiej - sobotę zaczęliśmy o 6:30 i o 10 już wyruszyliśmy w góry na bieg. Zimno, mokro, wysoko. Co mnie najbardziej przeraziło? Opcja trzecia. Nie byłam w górach od kilku lat, a tu idź sobie jak śniegu jest po kolana, a chłopaki pędzą jakby się paliło, waliło i nie wiadomo co jeszcze. Raz się żyje. Po dwóch godzinach, dałyśmy z Kamilą radę. Zdyszane, już czułam, że z moją głową źle się dzieje. Przed 15 się rozdzieliliśmy, bo byłyśmy za wolne i oni pobiegli. Tak, POBIEGLI. W górę, ale są kochani. Oblecieli wszystkie pozostałe punkty, a my ze środku lasu bez mapy mogłyśmy wracać na obiad. Teraz pytanie.. Skąd w nazwie nocny skoro to było w dzień? O 20 już czekało nas wyjście na nocną, dłuższą trasę. Stwierdziłam, że nie idę - ból głowy, gardła, złe samopoczucie źle wróżyło, a nie chciałam się rozłożyć do końca. Poszłyśmy odprowadzić chłopaków do wyjścia, a oni nas tak namawiali przez ostatnie dwie godziny.. Nie wytrzymałyśmy i wskoczyłyśmy w przemoknięte już ubrania i ruszyliśmy. Zaraz przed szkołą, wpadli na pomysł aby spalić mapę - no idioci, pomyślałby ktoś. Jak można palić mapę na grę nocną, nie znając miejsca w którym jesteśmy i iść gdzieś w las? Bałam się, bo jeszcze stwierdzili, że przyzwyczajamy oczy, idziemy bez latarek - no to już w ogóle genialnie! Żałowałam, żałowałam swojej decyzji. Jednak po godzinie, jak już wyczołgałam się na szczyt i byłam po pierwszym punkcie gdzie już chcieli żebym została bo kręciło mi się w głowie... byłam tak z siebie dumna. Ciężko było, ale daliśmy radę wspólnymi siłami. Wszystkie upadki, historie, które wymyślali żeby nas nastraszyć idąc w nocy lasem, gra w psychologa "bakłażan", ser.
Niestety po powrocie z biegu nocnego mieliśmy tylko 3 h żeby się przespać i o 6 już autobus do Nowego Sącza i o 7 do Krakowa. Obudziłam się z gorączką, ale mimo wszystko obudziłam chłopaków i w drogę.
Kurs zdaliśmy wszyscy, czego gratuluję uczestnikom. Niestety byłam tak przeokropnie zmęczona, obolała, chora, że czekałam do wieczora na autobus w mcdonaldzie i kręcąc się trochę po Krakowie. Teraz niestety cały weekend muszę porządnie odchorować - zapalenie gardła, krtani, które przerodziło się w zatoki.
Święta zdecydowanie spędzamy w domu, kurując się.

Chcę podziękować bardzo,
Kamili, Wojtkowi, Mikołajowi, Kubie i Łukaszowi - za weekend, który zapewne nie szybko się powtórzy, ale warto było. Jesteście najcudowniejszą ekipą pod słońcem, która co chwilę przypomina mi, że jest radość.

Kubie K - za to, że wstał do mnie rano w niedzielę i przyjechał z tabletkami na gardło spędzając ze mną super kilka godzin w Krakowskiej Galerii. jesteś mega-super-świetnym kumplem wiesz?:)


a więcej zdjęć będzie w innych notkach, bo cierpię na brak:)

Lecę po antybiotyk, a Wam życzę
dobrej nocy!:*

1 komentarz:

  1. Kochana, serdecznie Ci gratuluję zdanego kursu, pomimo bólu i wysiłku jaki włożyłaś- i choroby! Twarda z Ciebie babka :D

    OdpowiedzUsuń