Sierpień 2010, Kraków.
Gdyby nie te 8 dni, które tam spędziłam byłabym dziś zupełnie innym człowiekiem. To dzięki wydarzeniom tam dzisiaj mam tak piękne wspomnienia i marzenia. Pojechałam na 100 lecie harcerstwa, zlot ok.10 tysięcy harcerzy, kompletnie nie przekonana, co tam! Z myślą "nie możesz się zakochać". Pierwszy dzień, drugi dzień.. Poznawałam coraz to lepszych ludzi, zwiedzałam Kraków, który okazał się najpiękniejszym miejscem jakie kiedykolwiek widziałam. To ten wyjazd otworzył mi oczy na świat. Większość młodych ludzi po szkole chce tylko wyjechać jak najdalej - Warszawa, Anglia.. USA. Nie dostrzegamy tego co tak cudowne, a blisko. Przez rok oddałam się jeżdżeniu do Krakowa co 2-3 tygodnie, do znajomych za którymi tak bardzo tęskniłam.. Z czasem widywaliśmy się rzadziej, oddałam się testom. Choć nie będę ukrywać ten wyjazd bardzo mnie zmotywował do harcerstwa, gdy już po prostu mi się nie chciało bo nie widziałam w tym nic "ciekawego". Zwykłe zbiórki? To nie dla mnie. Już wiem czego w życiu pragnę.
Sierpień 2012, Kraków-Korzkiew.
Odejdę.. Odejdę, albo założę drużynę. Bardziej to pierwsze, a więc co ja tu robię? Praktycznie nikogo nie znam, w życiu mi się nie uda po pierwsze zdać kursu, a po drugie poprowadzić porządnie drużyny. I co mi po tym zostanie? Czy ja nie mam dość problemów i jeszcze sobie na kurs jadę? Myślę już jak typowa nastolatka "masa problemów, nie poradzę sobie z nimi". Zaczynają się zajęcia, poznaję się z tymi ludźmi i stają się dla mnie przyjaciółmi. I wszystko sprowadza się do tego jednego, pięknego miejsca - Krakowa.
5 dzień.. Łzy cisną się do oczu, musimy się rozstać. Myślę już bardziej dorośle niż te dwa lata temu, wiem, że większości albo nie zobaczę - albo będziemy tylko na "cześć". Po części tak i było. Ten wyjazd zmotywował mnie tak, że wróciłam do domu pełna pomysłów, pełna chęci i radości. Mam marzenie mieć wspaniałą drużynę. Jadę na inaugurację - spotykam ludzi z kursu, spędzamy ze sobą każdą wolną chwilę, dwie nieprzespane noce... W mojej głowie rodzą się pomysły. Ci ludzie.. co oni ze mną zrobili?
Wracam do domu, ale w dwa tygodnie zbieramy ekipę żeby jechać do Gaju (a gdzie? pod Kraków!) tam dochodzi do mnie jak ważni są dla mnie Ci ludzie. Trzy dni - cudowne dni, bo spędzone w harcerskim gronie, na zabawie. Jak ja głupia mogłam chcieć zrezygnować! Poddać się. Minęły dwa miesiące od Gaju, a mi udało się w końcu wyrwać do Krakowa. Przejeżdżam koło krakowskich błoni, a na mojej twarzy pojawia się szeroki uśmiech - tak, to tutaj. Tutaj pokochałam harcerstwo, tak bardzo.
Wysiadam, wychodzę przed galerię - świąteczne budki, świąteczny klimat.. Sprawia mi to straszną radość.
Już wiem gdzie chcę spędzić swoją przyszłość - w tym cudownym miejscu. Przez rok myślałam nad Warszawą, ale nie, będąc tam nie czułam się tak wyjątkowo. Kraków ma swój klimat. Ma dookoła niesamowitych ludzi. Bardzo za nimi tęsknię, bo tylko przy nich czuję się tak swobodnie, uśmiech nie schodzi mi z ust, jest taki szczery.. Moje największe marzenie - zamieszkać w stolicy małopolski. Tam zmieniło się zdecydowanie moje życie, dzięki temu jestem osobą jaką jestem. Dzięki temu narodziła się też moja miłość do podróżowania - nie musi być to cały świat, bo często nie dostrzegamy tego co piękne, a blisko. Cieszy mnie strasznie to jak mogę jechać sama, nikt mnie nie kieruje. Wracam wtedy taka zadowolona, że mi się udało! Nie rezygnujcie z marzeń, bo to najpiękniejsze co może być. "To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące".
Jeśli to ktoś przeczyta - podziwiam i dziękuję.
Życzę dobrej nocy,
Monika.
Dobrze jest odnaleźć swojej miejsce na ziemi :). Ja swoje odnalazłam Trzy lata temu. Stety/niestety nie w Polsce. Bośnia - Sarajevo. Jest to dla mnie magiczne miejsce, niesamowici ludzie, nigdzie nie czuję się tak spokojnie, tak dobrze jak tam. Więc dobrze Cię rozumiem. Powodzenia w spełnieniu marzenia! :)
OdpowiedzUsuń